Minęło sześć lat odkąd zostałam wolontariuszką. Pamiętam ciężar słowa „hospicjum”, które wymawiałam z początku spłoszonym głosem.

Wcześniej kilka lat przymiarek. Zawsze wychodziło na to, że nie dam rady, że za trudno. Znajomi mówili: „zajmij się sobą, po co dźwigać ciężary obcych”. Gdy na raka zachorował teść i trafił na oddział, chcąc nie chcąc przekroczyłam tę trudną przestrzeń.

Pamiętam dobre oczy Profesora, uśmiech wolontariuszki, ręcznie robione ozdoby. Wyobrażenia o zimnych korytarzach prysnęły. Zaczęłam rozumieć filozofię hospicjum, która widzi w pacjencie człowieka i rozciąga opiekę nad całą jego rodziną.

Poczułam w końcu, że wolontariat nie będzie ciężarem ponad miarę. Akurat ruszał kurs dla wolontariuszy.

Pierwsze spotkanie – dla mnie bomba. Jeśli ktokolwiek z nas myślał, że z zachwytu nad jego altruistyczną postawą zostanie rozłożony czerwony dywan, od razu dostał po głowie. W hospicjum nie chodzi o to, jacy jesteśmy fajni – najważniejszy jest pacjent.

Wolontariusze są od bycia pół kroku za pacjentem, są od obecności, pokory i cierpliwości. Nasze problemy pozostają za drzwiami.

Kurs trwał pół roku, słomiany ogień mógł się wypalić. Po ukończeniu kursu dopełniłam formalności i weszłam na oddział. Do dziś każdemu wejściu towarzyszy skupienie i napięcie, jednak była to jedna z lepszych decyzji. Nigdy nie pomyślałam o byciu w hospicjum w kategoriach poświęcenia.

Więcej dostaję niż daję. Miewałam zaszczyt być czyimś ostatnim przyjacielem. Dotknęłam człowieczeństwa w jego najprostszej formie – poza schematem, poza grą i modą.

Bliskości, której wspólnie się od siebie w hospicjum uczymy, nie da się już zgubić, unieważnić.

Przekłada się ją potem na swoje codzienne życie. Bywam świadkiem rzeczy wielkich i trudnych. Jestem tam, na swoim miejscu.

 

Agnieszka Kaluga

wolontariuszka medyczna

oraz autorka książki „Zorkownia” i bloga pod tym samym tytułem www.zorkownia.pl

  • Przeczytaj także „Zaszczyt” w Dużym Formacie wyborczej.pl – KLIKNIJ TUTAJ

Mój wolontariat

Odkąd pamiętam zawsze starałem się pomagać. Pewnego dnia przeczytałem w prasie wzmiankę o hospicjum, że można się zgłosić i być przy chorych wolontaryjnie, czyli dobrowolnie i nieodpłatnie. Notatkę wyciąłem, bo właśnie w taki sposób chciałem pomagać.

Upłynęło jednak trochę czasu, zanim rozpocząłem wolontariat na os. Rusa – było to w roku 1999. Na początku starałem się bardzo dużo przyswajać teorii od specjalistów. Wiedza ta, z upływem lat, potwierdzała się w praktyce podczas służby przy podopiecznych.

„Wolontariusz bardzo dużo daje choremu, ale jeszcze więcej otrzymuje” – takie stwierdzenie można usłyszeć podczas szkoleń dla wolontariuszy. Po wielu latach wolontariatu stwierdzam, że właśnie to zdanie jest najważniejsze w wolontariacie i stanowi sedno naszej posługi.

Podopieczni, jak wszyscy, od nas odchodzą, ale w każdym z nas pozostawiają wiele przeżyć i wrażeń.

Włodzimierz Nowakowski

wolontariusz medyczny

Włodzimierz Nowakowski od 17 lat jest wolontariuszem w Hospicjum Palium w Poznaniu.

Zapraszamy do przeczytania pięknej rozmowy z Włodzimierzem na łamach Głosu Wielkopolskiego – Głos Wielkopolski, Włodzimierz Nowakowski: Każda śmierć jest szczególna, bo każdy pacjent jest inny. 1 listopada 2016 r.

wlodek

fot. Waldemar Wylegalski